środa, 29 lipca 2020

#38 "Przepustka od Pana Boga" Jan Śleszyński

(Recenzja z dnia 29 lipca 2020)

#38 "Przepustka od Pana Boga" Jan Śleszyński 



⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

    "I będę z tobą, mam nadzieję, jeszcze wiele lat. Wyobraź sobie, że dostaliśmy przepustkę od Pana Boga. Najwyższy dowódca wystawił ją nam, nie wpisując terminu powrotu i nigdy nie wiadomo, kiedy każe nam wracać - powiedział smutno."
    Gdy w grę wchodzi życie twojego dziecka, nie ma rzeczy niemożliwych...
    Początek lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku w Polsce to burzliwy okres karnawału Solidarności i mroczny czas stanu wojennego. W tych realiach osadzona jest opowieść o miłości dwojga ludzi, którzy marzą o szczęściu i wspólnym życiu. Michał Rogiński, młody ambitny oficer z zasadami, staje się niewygodny dla aparatu partyjno-politycznego w swojej jednostce w Warszawie. Zostaje skierowany do zielonego garnizonu, co oznacza rozłąkę z ukochaną żoną.
    Po wprowadzeniu stanu wojennego bierze udział w pacyfikacji Stoczni Gdańskiej, gdzie wbrew sobie musi stanąć naprzeciwko walczących o swoje prawa związkowców. Przed Michałem wiele wyzwań i dylematów moralnych, jednak najważniejsze decyzje jeszcze przed nim. Jego córka rodzi się z wadą serca, uratować może ją jedynie kosztowna operacja za granicą. Rozpoczyna się walka o życie dziecka. Rogiński zderza się z obojętnością, złą wolą, biurokracją, ale także interesownością władz komunistycznych. Dla swoich najbliższych jest jednak w stanie zrobić wszystko…
    Tę książkę pochłonęłam w jeden wieczór, dosyć długi, ale jakże emocjonujący wieczór. Jest to książka, od której nie można się oderwać. Wciąga i pochłania bez reszty. Dałam jej dziewięć gwiazdek, ale z czystym sumieniem dałabym i tę pół gwiazdki więcej, ponieważ dawno nie czytałam tak dobrej pozycji. 
    Jest to opowieść o życiu w niełatwych, a wręcz ciężkich czasach, latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku w Polsce. Autorka idealnie odtworzyła nam te czasy, które stały się niesamowitym tłem dla historii Michała (oficera Wojska Polskiego) i jego żony (lekarza kardiologia). Można powiedzieć nawet, że jest to swoista lekcja historii dla dzisiejszego pokolenia, które nie żyło w tamtych czasach i nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak te czasy wyglądały. Dużym walorem książki jest pokazanie działań wojska w początkowym okresie stanu wojennego, widziane z perspektywy oficera Wojska Polskiego. 
    Książka napisana jest bardzo prostym językiem, czyta się ją bardzo szybko, a jednak jej treść posiada dużą głębię. Ukazuje momenty wielkiego szczęścia, wzruszenia, ale i rozłąki, smutku, nadziei, rozczarowania. Krzyżują się tutaj różnego rodzaju emocje, które targają głównymi bohaterami. Pozycja ma w sobie kilka świetnych zwrotów akcji, co sprawia, że czyta się ją z zapartym tchem. Czytając tę pozycję moja radość mieszała się ze smutkiem, oburzenie z niedowierzaniem, łzy wzruszenia ze łzami smutku. Książka zmusza do refleksji i niewątpliwie pokazuje, jak okropni i złośliwi mogą być ludzie, ponieważ nawet w obliczu zagrożenia życia nie zmieniają swojego postępowania ze względu na głoszone przez siebie idee. Za wszelką cenę chcą pokazać, że to oni mają rację. Książka pokazuje też, z jakimi przeciwnościami musieli mierzyć się ludzie w czasach PRL-u. 
    Bardzo często Michał - główny bohater powtarzał - "Może kiedyś, jak już będziemy mogli sami decydować o swoim życiu..." - myślę, że są to bardzo ważne słowa zważywszy na historię opowiadaną w tej powieści. Bo właśnie Ci bohaterowie żyli w czasach, w których ciężko było mieć własne zdanie, ludzie bali się głosić swoich poglądów, decydować sami o sobie. Tę kwestię właśnie idealnie ukazuje w powieści autor. Powieść całkowicie skradła moje serce, przykuła całkowicie moją uwagę. Chciałam się nią delektować, a z drugiej strony byłam ciekawa zakończenia. Autor nie szczędzi nam trudnych, bolesnych chwil, sprawia to, że ta pozycja jest tak bardzo wyjątkowa.
    Do tego momentu nie znałam twórczości autora, jest to również moja pierwsza książka tego wydawnictwa, ale mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jest to jedna z lepszych książek jakie przeczytałam w całym swoim życiu. Naprawdę gorąco polecam każdemu, kto pragnie znaleźć pozycję, która ma w sobie tyle ciepła, miłości i nadziei, posiada świetną fabułę i barwnych bohaterów, a tło historii idealnie wkomponowuje się w całość. Te dramatyczne losy bohaterów na długo zostaną w mojej pamięci. To był bardzo udany wieczór. 

    Dziękuję Wydawnictwu Novae Res za egzemplarz książki.


Bookwizja. 

poniedziałek, 27 lipca 2020

#37 "Kalifornijczyk" Alicja Manders

(Recenzja z dnia 27 lipca 2020)

#37 "Kalifornijczyk" Alicja Manders



⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

    "Nic nie trwa wiecznie. Ani dobre, ani złe. Dlatego powinniśmy się wyrzec pragnienia kontroli."
    Z Los Angeles do Krakowa – czy różni nas aż tak wiele? O tym, jak robić karierę w przemyśle rozrywkowym, przespać lot i zakraść się w łaski Majora i jego wnuczki Rob, Nick i Michael zwykli mówić o sobie, że są jak taboret z trzema nogami. Brak jednej mógł sprawić, że konstrukcja się zawali. Od czasu studiów w szkole filmowej w Los Angeles są przyjaciółmi na dobre i złe. Rob teoretycznie ma wszystko – świetnie zapowiadającą się karierę w przemyśle rozrywkowym, luksusowy samochód i sypialnię z widokiem na Pacyfik. Większość czasu spędza jednak za biurkiem, odsuwając na bok życie towarzyskie i marzenia o bardziej satysfakcjonującej pracy. Nieoczekiwana zmiana planów weselnych jednego z przyjaciół sprawia, że Rob ląduje na innym kontynencie, a dokładnie w Polsce, skąd pochodzi narzeczona Michaela. W kraju, w którym mówi się śpiewnym, szeleszczącym językiem, zajada mączne potrawy i pije wódkę. Tu poznaje barwnych mieszkańców domu w podkrakowskiej Skale. Jednych – jak krewkiego Majora – młody Kalifornijczyk będzie starał się unikać, ale innych – Julię, kuzynkę panny młodej – wręcz przeciwnie…
    Czy Kalifornijczyk zachwyci się polskim klimatem? Czy zdolna graficzna dokona pierwszego wyboru z myślą o sobie? Amerykańska bezpośredniość czy polskie przywiązanie do rodziny? Czy marzenia, uczucia i rozczarowania są podobne na całym świecie? Na te i inne pytania poznamy odpowiedź czytając powieść "Kalifornijczyk". 
    Powiem szczerze, że książka nie zachwyciła mnie od samego początku, myślałam też, że będzie to powieść jedna z wielu. Myliłam się. Z każdym kolejnym rozdziałem historia Anny i Roba, dwóch niby obcych sobie ludzi, wciągała mnie coraz bardziej. 
    Historia może wydawać się banalna, za to została opowiedziana w sposób naprawdę ciekawy. Książkę czyta się bardzo szybko. Najbardziej chyba zachwyciło mnie w niej zderzenie tych dwóch kultur - amerykańskiej oraz polskiej. Opisy ulic, miast, ludzi, tradycji - naprawdę wbrew pozorom można się wiele z tej pozycji dowiedzieć. Także sposoby bycia, ludzkie zachowania, wszystko to zostało ujęte w bardzo z pozoru prostej, ale jakże interesującej fabule. Autorka stworzyła zatem piękną historię o miłości, która nie zwraca uwagi na dzielące nas różnice, bariery (w tym językowe, kulturowe). Pokazała, że jednak w całym naszym życiu najważniejsza jest miłość i przyjaźń, a także szacunek. Ponieważ mimo, iż każdy z nas jest inny, wszyscy potrzebujemy bliskości, kontaktu z drugim człowiekiem. Każdy z nas chce być szczęśliwy i tego szczęścia szuka.  
    Książka pełna jest optymizmu, piękna i radości. Pokazuje, że czasem warto postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykować, ponieważ możemy wtedy zyskać bardzo wiele. 
    Podobało mi się również to, że książka nie skupia się jedynie na dwóch głównych bohaterach, a bardzo wiele dowiadujemy się również o reszcie. O tym, że przyjaciele gotowi są poświęcić bardzo wiele dla przyjaźni, o tym, że rodzina jest bardzo ważną wartością, a także o tym, że czasem warto otworzyć się na świat, na nowe doświadczenia. 
    Myślę, że jest to bardzo dobra pozycja na lato, dla każdego, kto pragnie zrelaksować się, trochę zwolnić. Myślę, że najlepszym dowodem na wartość książki jest to, ile ona ze sobą niesie - a niesie bardzo wiele dobra. Naprawdę szczerze polecam. 

    Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za egzemplarz książki.


Bookwizja. 

sobota, 25 lipca 2020

#36 "Poza prawdą" Edyta Kahl - Łuczyńska

(Recenzja z dnia 25 lipca 2020) 

#36 "Poza prawdą" Edyta Kahl - Łuczyńska


⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


     "Czy to nie jest przykre, że większość z nas musi zachorować, żeby docenić Warszawie zwyczajnego dnia? Żyjemy w pędzie, nie zważając na momenty, na... "tu i teraz". Nie pamiętamy, że czas z każdą minutą zbliża nas do ostatecznej granicy i... No właśnie... - przerwał, utkwiwszy wzrok w leśnym tunelu, prowadzącym do jeziora. " 

     Jak zrozumieć decyzję o rozstaniu, nie znając jej powodów? 

Miłość Adama do Antoniny skończyła się nagle. Odszedł bez wyjaśnienia. Została po nim pustka, dziesiątki pytań bez odpowiedzi. Odszedł jak drań... Ta decyzja jednak również dla niego oznaczała katastrofę. Kochał Antoninę i nienawidził losu, który zmusił go do odejścia. Bo prawda, odkąd ją poznał, była jak kamień u szyi topielca. Czy jest dla nich nadzieja? A może lepiej, żeby już nigdy się nie spotkali? 

     Debiutancka powieść autorki to nie tylko historia o miłości. Opowieść o losie, który daje lub odbiera. O sprawach, na które nie mamy wpływu. O cierpieniu, stawianiu w obliczu prawdy o sobie i pozbywaniu się złudzeń, a także o odwadze, by zaczynać raz po raz od nowa.

     Właśnie skończyłam czytać tę niesamowitą książkę. Nadal nie potrafię się otrząsnąć. Na początku myślałam, że będzie to jedna z wielu powieści, jakie przeczytałam w życiu. Myliłam się. To powieść wyjątkowa. Niosąca ze sobą tak wiele emocji. Książka trzyma w napięciu od początku do końca. 

     Fabuła jest naprawdę oryginalna, a sposób, w jaki prowadzona jest narracja wywołuje refleksje nad życiem. Bardzo spodobała mi się sceneria - opisy przyrody i pejzaży Dolnego Śląska naprawdę niesamowite. Czytając, miałam wrażenie, że sama przechadzam się dolnośląskimi ulicami. Język powieści jest piękny, zaskakujący, mimo, że tę pozycję czyta się bardzo szybko, wręcz pochłania. 

     Czułam momentami dreszczyk emocji w oczekiwaniu na rozwój akcji. Bohaterowie są bardzo barwni. Książka porusza temat przeznaczenia, miłości, przemijania. Mówi o sprawach, na które czasem na prawdę nie mamy wpływu, które dzieją się niezależnie od nas. Pokazuje, jak przewrotny jest czasem los, jak może nas zaskoczyć oraz do czego mogą doprowadzić dawne, skrywane rodzinne tajemnice. 

     Naprawdę gorąco polecam tę ciekawą książkę, jeżeli poszukujecie niebanalnej powieści z tajemnicą w tle. Myślę, że zostanie mi ona na długo w pamięci. Na koniec oczywiście kolejny cytat z książki (nawiasem mówiąc, wiele takich "smaczków" znajdziecie właśnie w tej pozycji). 

     "Widzisz, ja wbrew temu, co czasem mówię, też pragnę wielkiej miłości i nieśmiało w nią wierzę. Wierzę, że istnieje... Wierzę, że taka prawdziwa miłość leczy wszystkie smutki, że jest cudownym antidotum na bolączki życia. Jak za dotknięciem czarodziejskiej dłoni rodzi tylko dobro, tylko ciepło i spokój, spokój, którego we mnie nie ma... ".

     Dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi za egzemplarz książki. 


Bookwizja. 

piątek, 24 lipca 2020

#35 "Symfonia życia" Marcin Sergiusz Przybyłek

(Recenzja z dnia 24 lipca 2020)

#35 "Symfonia życia" Marcin Sergiusz Przybyłek



⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

    "Przyszłość jest wyobrażeniem, konceptem, przyszłość z punktu widzenia obserwatora jeszcze nie nadeszła, więc nie istnieje. Przeszłość z kolei jest wspomnieniem, czymś, co już było, więc nie jest. Zatem teraźniejszość jest granicą, granicą między przyszłością i przeszłością, linią między wyobrażeniem a wspomnieniem. Jeśli teraźniejszość jest nieskończenie cienka, to nie istnieje, a jeśli nie istnieje jedyna rzecz, jaka istnieć by mogła..."
    Chyba wszyscy od czasu do czasu zastanawiamy się, co by było, gdybyśmy w swoim dotychczasowym życiu podjęli inne kluczowe decyzje. Jak potoczyłyby się nasze losy, gdybyśmy poszli odmienną drogą niż ta, która doprowadziła do tu i teraz? Czy nasze życie przebiegłoby korzystniej? Czy dobrze wybraliśmy podążając szlakiem marzeń? Czy słusznie postąpiliśmy, racjonalnie rozważając „za i przeciw”? Czy gdzieś, „obok nas” istnieją nasze równoległe kopie realizujące inne przeznaczenia? Jeśli tak, czy odczuwamy czasami, na krawędzi percepcji, ich radości i smutki?
    W powieści Marcina Sergiusza Przybyłka poznajemy losy Borysa Splita, którego historia rozpoczyna się dylematem: podążyć za sugestiami rodziny, czy realizować pasję. Każda droga brzemienna jest w konsekwencje i kryje kolejne wybory. Czytelnik śledzi te rozwidlające się ścieżki i coraz głębiej poznaje tajemnice ludzkiego losu.
    „Symfonia życia” jest wielowątkową opowieścią poprowadzoną z precyzją i literackim kunsztem. W książce można zetknąć się z takimi uczuciami jak szczęście, żal, euforia, przygnębienie, światło, ciemność.  
    Dla mnie jest to jakoby dzieło sztuki - świetna powieść, która zostanie w moim sercu jeszcze na bardzo długo. Autor posiada niesamowite pióro, akcja mimo, iż jest wielowątkowa, jest spójna, bardzo łatwo idzie się połapać we wszystkich wątkach powieści. Każde słowo, każdy rozdział brzmią jak poezja. Ta książka zmienia spojrzenie na bardzo wiele spraw. Każe nam zastanowić się nad obranymi w życiu drogami. Skłania do refleksji, zmusza nas, by zwolnić i przez chwilę zastanowić się nad tym, co by było, gdyby...
    Nie jest to lektura łatwa, a wręcz musimy się nad nią skupić, by chłonąć z niej jak najwięcej. Czytelnik czytając tę pozycję czuje skrajne emocje - momentami książka jest naprawdę zabawna, momentami wzruszająca. Mamy tutaj opisane kilka wariantów życia bohatera. Próbowałam wybrać jeden z nich, ale nie da się. Każdy z nich jest niesamowity, zaskakujący, barwny. Przy tej pozycji nie da się nudzić. Nie dość, że książkę wyróżnia fabuła, to jeszcze ta forma... Naprawdę z czystym sumieniem gorąco polecam zapoznać się z tym kawałem bardzo dobrej literatury. Ja się nią po prostu zachwycam. 
    "Gdy dwoje ludzi żyje razem, ich światy się łączą, spajają, tworzą jedno królestwo. Gdy odchodzi mąż lub żona, to jakby połowa ziemi zniknęła, spłonęła, zamieniła się w pustynię, więcej nawet, bo nie płonie połowa równo odcięta od świata tego, kto pozostał przy życiu, ale tlą się wewnętrzne obszary, jęzory, które niczym korzenie wniknęły w krainę ocaleńca."

    Dziękuję Wydawnictwu IX za egzemplarz książki.


Bookwizja.
    
    

czwartek, 23 lipca 2020

#34 "Noc komety" Ewelina Matuszkiewicz

(Recenzja z dnia 23 lipca 2020)

#34 "Noc komety" Ewelina Matuszkiewicz



⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

    "Podobno niektórzy nie lubią poniedziałków. Podobno takich osób jest całkiem sporo. Że do roboty, że kierat, że w kółko to samo, że się nie chce. Paweł Oleś uwielbiał poniedziałki. Ileż fantastycznych rzeczy można dokonać już pierwszego dnia nowego tygodnia. Choćby dzisiaj."
    W grudniowe popołudnie zdesperowana kobieta porzuca dotychczasowe życie, aby odnaleźć męża, który kilka lat wcześniej wyemigrował w poszukiwaniu lepszej pracy. Jej decyzja budzi wiele emocji wśród mieszkańców miasteczka, a skromny pawilon, w którym prowadziła drogerię, czeka na nowego najemcę. Wśród chętnych jest Ewa, która realizuje się zawodowo jako weterynarz oraz Agata, żona burmistrza Kozienic, która na co dzień zajmuje się domem, matką i schorowanym psem. Zbliża się pierwsza rocznica ślubu Mai i Krzysztofa, a do ich domu nieoczekiwanie przyjeżdża Ada, siostra cioteczna Mai. Tak jak kiedyś ona, chce zacząć w Kozienicach nowe życie. 
Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia, czas rodzinnych spotkań, pełen wzruszeń, rytuałów i oczekiwań. Czy Gwiazda Betlejemska przyniesie "pokój ludziom dobrej woli", jak chce tego kolęda?
    Czy istnieje uniwersalna recepta na udany związek? Czy warto wszystko poświęcić dla rodziny? Czy realizację marzeń można odłożyć na później?
    Na te oraz na inne pytania możemy sobie odpowiedzieć czytając tę bardzo uroczą powieść. Powieść, która porusza tematy codzienności. Spotykamy tutaj kilka rodzin, mieszkańców uroczych Kozienic, którzy próbują poradzić sobie z trudami życia codziennego. 
    Jest to druga książka autorki, jaką miałam okazję przeczytać i powiem szczerze, równie dobra. "Noc komety" to kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy już w "Białym latawcu", jednak to, w jaki sposób jest prowadzona narracja, umożliwia czytanie obu powieści niezależnie od siebie. 
    Książka została napisana prostym, lekkim i przyjemnym językiem, można ją przeczytać w jeden wieczór. Bardzo magiczna jest w tej powieści atmosfera świąteczna, która naprawdę robi klimat. Akcja jest wielowątkowa, co sprawia, że przy lekturze nie można się nudzić. Rozdziały są tak skonstruowane, by mimo, iż mamy kilkoro różnych bohaterów, można było spokojnie się we wszystkim odnaleźć. Rozdziały są oznaczone datami, a ich tytuły bardzo zachęcają (np. "Echo słów, upartych słów", "Twoje imię zadźwięczało we mnie", Korowód moich marzeń wiruje, lśni") - są to fragmenty piosenek, co zostało już zastosowane w poprzedniej książce autorki.
    W książce nie ma jakichś mocnych zwrotów akcji, zagadek kryminalnych, wielkich tajemnic, a jednak jest w niej coś tajemniczego, co wciąga. Sprawia, że książkę czyta się z wielką ciekawością, chęcią na dalsze losy głównych bohaterów. A jeśli mowa już o bohaterach - są bardzo barwni, a czytając tę pozycję czułam, jakbym z ukrycia przyglądała się ich losom. Niesamowite doświadczenie. 
    Zakończenie poszczególnych historii autorka pozostawiła otwarte, dlatego czekam na kolejną część, ponieważ każda z tych historii bardzo mnie zainteresowała. Polecam każdemu - ponieważ każdemu należy się chwila wytchnienia w tym pędzącym jak strzała życiu - chwila na dobrą, przyjemną i lekką lekturę jak książka Pani Eweliny Matuszkiewicz. Ja już z niecierpliwością czekam na trzecią część, czyli "Cudne manowce". 
    
    Dziękuję Wydawnictwu Skarabeusz za egzemplarz książki. 


Bookwizja

wtorek, 21 lipca 2020

#33 "Pajęczyna" Ewa Cielesz

(Recenzja z dnia 21 lipca 2020)

#33 "Pajęczyna" Ewa Cielesz



⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

    "Boję się rzeki. Jeśli potrafię się bać, to znaczy, że nie jestem jeszcze gotów. Zastanawiałem się, czy można nauczyć się wybaczać. Po trochu, po kawałku. I pomyślałem, że im bliżej rzeki, tym więcej będzie tego wybaczenia. Ale patrzyłem w nurt i nie wiedziałem, czy to tak działa, a nie powinno się zostawiać kogoś z urazą w sercu."
    "Wzrok jest dany każdemu, tak jak prawo wyboru, na co chce patrzeć. Można odwrócić wzrok, jeśli nie chce się czegoś oglądać, ale to nie oznacza, że powinno się rezygnować z piękna. Trzeba doceniać i dziękować opatrzności za to, co się ma. Chociaż najłatwiej docenić po stracie - dokończył gorzko."
    Konsekwencje... Gdyby całkowicie przesądzały o tym, jakie decyzje podejmujemy, ludzki świat prawdopodobnie nigdy nie byłby uporządkowany. To determinuje trzytomową serię powieściową POCHYŁE NIEBO. 
    W tomie drugim trafiamy do małego, zagubionego w górach miasteczka, w którym rozgrywają się dalsze losy głównej bohaterki. Miało być dla niej chwilowym, niechcianym przystankiem bez perspektyw, jednak w jego dusznej atmosferze pełnej niedopowiedzeń i zagadek, Anita wbrew sobie buduje nowe relacje i więzy. Czy oplątana nićmi własnych i cudzych spraw odnajdzie w tym hermetycznym światku miejsce dla siebie? Nastrojowa opowieść spowija nas jak pajęczyna i nie pozwala oderwać się od książki aż do ostatnich stron. 
    Czytając tom pierwszy książki byłam tak zachwycona historią Anity, że chciałam jak najszybciej przeczytać kolejne części. Książkę pochłonęłam w dwa dni. Czyta się bardzo szybko, nie można się od niej oderwać. Powiem szczerze - chwytliwy tytuł, bo tak jak autorka wspomina, książka oplata nas jak pajęczyna, nie pozwalając oderwać się. 
    Po intrygach siostry Anity młodzi małżonkowie zostali bez dachu nad głową i bez pieniędzy. Jedyną słuszną opcją był domek dziadków Michała w beskidzkich Kozinkach, małym miasteczku, spokojnym, wśród lasów i wzgórz. Gdy jednak para wraz z małą Sonią wprowadza się, stan domku wyraźnie przytłacza Anitę. Bowiem nadaje się on do całościowego remontu. Z dnia na dzień jest coraz trudniej - Anita pragnie wrócić do Wrocławia, Michał natomiast upiera się przy małym miasteczku o rodzinnych korzeniach. Mnóstwo niedomówień oraz odmienne wizje życia codziennego doprowadzają do tego, że para nie może się między sobą porozumieć. Młodzi zaczynają oddalać się od siebie. Do tego w małym miasteczku jednak nie jest tak spokojnie jak było można sądzić... Czy Anita i Michał znów będą szczęśliwi? Czy nie poradzą sobie z problemami codziennych dni?
    Książka opowiada o zwykłych ludziach, w zwykłym małym miasteczku, mających zwykłe codzienne problemy i chyba to jest w tym wszystkim najlepsze - właśnie ta prostota. Świetnie został oddany tutaj ten wiejski klimat, w którym aż roi się od stereotypowych czy małomiasteczkowych postaw. Powieść jest nastrojowa, refleksyjna, emocjonalna. 
    Ta pozycja subtelnie zwraca uwagę czytelnika na na najważniejsze wartości i cele życiowe. Z każdą kartką napięcie wzrasta, po prostu nie mogłam się oderwać. Język powieści jest niby prosty, ale jakże niesamowity. Bohaterowie bardzo charakterystyczni i idealnie wpasowujący się w całą historię. 
    Nie mogę doczekać się trzeciego tomu, by dowiedzieć się, jak potoczą się dalsze losy mieszkańców Kozinek jak i głównej bohaterki - ciepłej, przesympatycznej Anity. 
    "Jesteśmy częścią kozińskiego porządku. Drzew, chałup, zdarzeń i ludzkiego starania o każdy dzień. Jesteśmy dla siebie przypływem i odpływem zgodnie z rytmem uczuć i wielkich zdarzeń małego miasteczka.
A czas jak pajęczyna snuje, plącze, zaciska wokół nas kolejne godziny."

    Dziękuję Wydawnictwu Axis Mundi za egzemplarz książki.



Bookwizja